Co mnie wkurza w GNU/Linuksie cz.2 i nie tylko

Witam,

Podczas porannego przeglądania newsów natknąłem się dziś na zapowiedź nowego ficzera w Ubuntu 9.10. Chodzi o Ubuntu App Center i jakby ktoś mi w łeb dał, momentalnie przypomniałem sobie jakie to problemy miałem przy manewrach z softem w ŁubudUbuntu.

1. Instalacja

Już nie pamiętam dokładnie co to było, ale pamiętam, że do obsługi stylów (być może coś z Murrine), w każdym razie jakaś malutka aplikacja. Jako, że naprawdę chciałem, żeby to zadziałało (naprawdę podobał mi się któryś z motywów – musiałem go mieć u siebie), byłem wytrwały prawie jak nigdy.

Zacznijmy od początku. Poszukiwania owego pakietu trochę potrwały (oczywiście o repo można było jedynie pomarzyć), ale w końcu znalazłem, download, siedzi na twardym.  W tym momencie bardzo Newbie-User-Friendly konsola w ruch poszła. Kilka poleceń do kompilacji – brakuje pakietów, chyba dwóch. Oczywiście w repo ich brak, więc szukam ręcznie, znalazłem, ściągnąłem. Żeby nie robić burdelu i się nie pogubić otworzyłem 2 nowe konsole (po jednej dla pakietu). Kompilacja – jedna poszła bezszelestnie, druga nie. I co ? Brakuje pakietu Tego i Tamtego w wersji 0.0.0.0.0.2.0.0.3.1 lub wyższej. Powoli zaczynam się niecierpliwić, ale uparty byłem tego dnia i kawy nie piłem co by mnie nadmiernie nie pobudziła. Repo – jak zwykle, więc Google w ruchu, dłuuugo zeszło, żeby znaleźć w odpowiedniej wersji ten pakiet, ale w końcu Victoria! Uf, kolejna konsola, instalacja i co ? Tak, dokładnie tak, brakuje pakietu, kolejnego chrzanionego P-A-K-I-E-T-U! Musiałem chwilę ochłonąć. Kilka łyków świeżego powietrza, w duchu kilka „ciepłych” epitetów. Wracam do pracy.

Odnalazłem winowajcę w repo, wszystko się pięknie zainstalowało i działało. Haha! Daliście się nabrać?! Oczywiście googlałem za pakietem kilka dobrych minut, ale i jego w końcu go zainstalowałem (ten był jakiś dziwnie niezależny, nie potrzebował jakiegoś shitu od zaprzyjaźnionego pakietu).
Dobra, wracamy na górę „drabinki zależności „. Zainstalowałem jeden, drugi, trzeci. Zamykam kolejne konsole. Skompilowało się jak Linus przykazał. Przyszło do kompilowania Murrine (tak go nazwijmy). Aż tu nagle, na koniec wypluwa mi kinda-Error! W tym momencie cierpliwość się skończyła, nie miałem siły przeglądać miliona linii z kompilacji w poszukiwaniu błędów i ich naprawianiu. Restart i wracam na Windowsa.

Może to tylko mi się zdarza, ale to już nie pierwszy taki przypadek (może nie aż tak ekstremalny). Wielokrotnie siedziałem godzinami przed monitorem patrząc na czarne tło konsoli i próbując zainstalować coś co powinno działać od ręki. I co ma w takim momencie począć ten zwykły szary użyszkodnik, który nawet nie wie co to konsola ?

Uprzedzając pytania – nie, nie znalazłem paczek deb, więc byłem zmuszony kompilować.

2. Odinstalacja Deinstalacja

Tu krótko i zwięźle. Ile raz nie próbowałem odinstalować zupełnie niepotrzebnych dla mnie elemetów z OOO, tyle samo jestem spławiany na powrót zależnościami pakietów.  Z niektórymi innymi programami jest podobnie. Bardziej te zależności poplątane jak sosnowe korzenie.

Podsumowanie

Na koniec refleksja, cytując klasyka : „How hard can it be ?” zrobić naprawdę dobry, prosty, przyjazny dla użytkownika system Unix-based, w którym można „wyklikać” instalację i konigurację, w którym nie ma potrzeby zagłębiania się w strukturę molekularną zer i jedynek. Brzmi trochę jak zrobienie Windowsa na nowo – i IMO o to chodzi, a że można się uczyć na błędach Giganta z Redmond to będzie łatwiej i zrobić coś jeszcze lepszego.

Wydaje mi się, że jeśli Linuksopodobne staną się na prawdę proste w niezaawansowanych pracach (tylko w tych typowych, które wykonuje przeciętny user Windowsa) to będzie duuużo łatwiej o sukces rynkowy. Póki co jednak zostaje on systemem dla totalnych laików, którzy nie wiedzą co to system operacyjny i nie interesuje ich to, oraz pasjonatów. A to są na prawdę niszowe „tardżety”.

Advertisements

Jedna odpowiedź to “Co mnie wkurza w GNU/Linuksie cz.2 i nie tylko”

  1. mazdac Says:

    Deinstalacja lepiej brzmi. Spróbuj CentOSa lub Fedorę, tam nawet konfigurację serwera www wyklikasz. SuSE nie polecam bo YaST wooolny i przedpotopowy jest. Jęsli chodzi o zależności to proponuję przejśćie na Windows lub slackware gdzie zależności sam sobie musisz szukać i dociągać (Windows: chociażby przeróżne wersje dot.net, i jeszcze jest cyrk bo wersja 2.0 często nie jest wykrywana przez progamy w dot.net 1.1, slackware wiadomo), a jak chcesz pokompilować to Ubuntu średnio się nadaje, lepiej se zrób lfs lub gentoo, wtedy automaigicznie dociągnie i poinstaluje wszystko ze źródeł. Ja zmieniłem Ubuntu->Debian->Gentoo, bo na debianie idzie lepiej niz na ubuntu, a skoro i tak tyle kompiluje to po co mi debian, czas na gentoo. Jeśli masz kilka kompów to se postaw na nich distccd, włącz ‚distccd monitor’ i patrz jak dzieje się magia.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: